Dwie godziny dziennie… strzelam

Dwie godziny dziennie… strzelam

Dwie godziny dziennie… strzelam

Rozmowa z Aleksandrem Jabłońskim – trenerem Kariny Lipiarskiej-Pałki , która zdobyła kwalifikację na Igrzyska Olimpijskiew Rio w 2016 r.

Panie Trenerze, czy to Pańska pierwsza zawodniczka z kwalifikacją olimpijską?
Tak pierwsza i jak dotąd jedyna w naszej gminie.
Jak wychowuje się „olimpijkę”?
Ciężko jest znaleźć kogoś, kto z jednej strony ma autentyczny talent, a z drugiej jest zdeterminowany do ciężkiej pracy.
Jak długo trenuje Pan Karinę Lipiarską?
Ponad 16 lat. Karina zaczynała treningi jako dziecko i tu przeszła wszystkie kategorie wiekowe, jakie w łucznictwie obowiązują. W każdej z tych kategorii odnosiła sukcesy.
Ile osób z Polski pojedzie do Rio w reprezentacji łuczniczek?
Chcielibyśmy, aby to był zespół przynajmniej 6-osobowy. Aktualnie zakwalifikowała się tylko Karina. Zasada w kwalifikacji olimpijskiej jest taka, że zawodnik zdobywa miejsce dla kraju, a nie imiennie dla siebie. Gdyby Karina nie mogła pojechać do Rio, wówczas na jej miejsce pojechałby ktoś inny. Dlatego czeka ją teraz ciężka praca, aby obronić swoją pozycję.
Co prawda nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby na olimpiadzie reprezentował nasz kraj w łucznictwie ktoś inny, niż zdobywca kwalifikacji, ale taki scenariusz jest możliwy, gdyby coś niespodziewanego się wydarzyło. Nie jesteśmy potęgą w tej dyscyplinie i nie ma wielu zawodniczek, które mogłyby reprezentować nas w Rio.
Co się stało z polskim łucznictwem, że nie liczymy się w świecie?
Do niedawna w łucznictwie dominowała Europa, i my - indywidualnie, jak i drużynowo. Teraz od pewnego czasu dominują w tej dyscyplinie nacje wschodnie i ciężko z nimi rywalizować. Trudno powiedzieć czy mają oni jakieś specjalne predyspozycje, czy też inne walory, np. inną mentalność, co powoduje, że zawodnicy z dalekiego wschodu są w absolutnej czołówce światowej. Ale przy zmianie modeli szkoleniowych pojawiają się talenty nie tylko z dalekiej Azji, które nawiązują walkę. Obecnie przodują w łucznictwie Koreańczycy, Hindusi i Malezyjczycy.
Skąd biorą się takie talenty jak Karina?
Talent widać od samego początku, gdy zaczyna się trenować zawodnika – to czy zawodnik ma predyspozycje, czy nie. Łucznictwo jest sportem wybitnie technicznym. Wymaga od zawodnika z jednej strony dużej odporności psychicznej, a z drugiej łatwości przyswajania zasad technicznych i nawyków ruchowych. Są zawodnicy, którzy mimo ćwiczeń wciąż wracają do popełnianych błędów, a innym trening przychodzi z łatwością i szybko koryguje pomyłki. Są tez osoby, które są niecierpliwe i chcą szybkich rezultatów.
Karina od początku miała łatwość opanowywania techniki. Już w wieku 15 lat zdobyła mistrzostwo świata w kategorii Kadetek i powtarzała najlepsze wyniki w kategoriach junior i młodzieżowych w Polsce. Jej kariera rozwijała się płynnie, bez gwałtownych wzlotów czy upadków.
Rok 2015 nie był dla niej najlepszy, gdyż odniosła kontuzję i miała dłuższą przerwę w treningach,  ale mimo to wywalczyła kwalifikacje i teraz na zawodach w Prudniku (4-5 grudnia) potwierdziła swoją wysoką formę techniczną. Mam nadzieję, że to przełoży się na wytrzymałość, nad którą teraz pracujemy. Jeśli nie pojawią się problemy zdrowotne, to moim zdaniem spokojnie będzie utrzymywać się w czołowej trójce w kraju. Trener kadry narodowej również uważa, że Karina jest mocną zawodniczką i nie powinno być problemów z kwalifikacjami ostatecznymi.
Jakiego, Pana zdaniem, wsparcia najbardziej teraz potrzeba Karinie, aby w spokoju mogła przygotowywać się do olimpiady?
W tej dyscyplinie najistotniejsze są tzw. sprawy socjalno-bytowe. Jesteśmy małym klubem i finanse, jakie dostajemy ze strony gminy, nie są zbyt wielkie. Te środki, wraz z akcjami szkoleniowymi Polskiego Związku Łuczniczego, zapewniają nam niezbędne minimum. Jako klub nie jesteśmy w stanie wygospodarować funduszy dla konkretnej zawodniczki. Karina na dziś dostaje stypendium krajowe – ministerialne, ale one związane jest z konkretnymi wynikami, z których zawodniczka jest rozliczana. Np. w tym roku były to konkretne miejsca na imprezach krajowych i międzynarodowych, a ponieważ Karina doznała kontuzji  - wszystkich tych warunków nie spełniła. To oznacza, że pomimo kwalifikacji olimpijskiej – może zabraknąć jej punktów do utrzymania stypendium w kolejnym roku  (w przepisach kwalifikacja olimpijska nie jest brana pod uwagę przy decyzji stypendialnej). Od kilku lat na poziomie gminy nie ma już systemu stypendialnego, a jedynie jednorazowe roczne nagrody za wybitne osiągnięcia sportowe. Oczywiście, będziemy występować o taką nagrodę dla Kariny i mamy nadzieję, że jej osiągniecie zostanie nagrodzone.
Łucznictwo nie jest obecnie popularne w naszym kraju i na poziomie klubu bardzo ciężko jest o pozyskanie sponsora - zresztą nawet na poziomie PZŁ też nie jest to łatwe. Idealnym rozwiązaniem byłoby znalezienie indywidualnego sponsora dla Kariny, ale cóż… pozostaje to póki co w sferze marzeń.

Close